Tajemnice Aeris – Nikodem, Gladius i Matka
Tajemnicza kraina Aeris, od której dzieli nas tak niewiele… Czy łatwo jest uwierzyć, że tak blisko nas żyją smoki, toczą się bitwy, mnożą się przygody niezwykłych ludzi?
Generał Nikodem, po stracie pomocnika, który był też jego przyjacielem, jest pogrążony w smutku. Nie może jednak zbyt długo rozpaczać, bowiem zbliża się kolejne starcie z generałem Marcusem, dowódcą legionów Złych. Gdy Nikodem przyjmuje na swego pomocnika młodego Gladiusa, zaczyna się wielka przygoda, która wciągnie każdego czytelnika.
Wszyscy ci, którzy są w stanie uwierzyć, i ci którzy nie mogą tego zrobić, niech przeczytają Tajemnice Aeris.
Dajcie się porwać do krainy, gdzie nie wszystko jest takie, jak się wydaje…
Poniżej fragment — od tego zaczynają się przygody…
Prolog
Bitwa, trwająca już drugi dzień, dopiero teraz rozgorzała na dobre. Generał Nikodem i jego pomocnik Nakemius, jak podczas prawie każdego starcia, walczyli ramię w ramię. Gdy Nikodem przyjmował Nakemiusa na swojego pomocnika, sam był młodym generałem, a Nakemius miał zaledwie czternaście lat. Od tamtego zdarzenia minęło dziesięć lat. Walczyli ramię w ramię w wielu bitwach, ale żaden z nich nie przypuszczał, że przyjdzie im się rozstać na zawsze…
Miecze uderzały o siebie, zbroje trzeszczały, rycerze uginali się pod ciężarem broni przeciwników.
— Generale, padnij! — Nikodem usłyszał głos Nakemiusa i odruchowo się odwrócił. W jego stronę podążał włócznik na koniu. Nikodem zastygł w bezruchu. Wojownik nieuchronnie zbliżał się ku niemu. Generał wiedział, że już nic nie może zrobić i powoli żegnał się z życiem. Czekał już tylko na uderzenie. Wtem przed nim znalazł się Nakemius, przyjmując śmiertelny cios. Grot włóczni uderzył w niego, niemal przebijając ciało na wylot. Nikodem natychmiast zaregował. Błyskawicznie znalazł się przy napastniku i wykonując kilka szybkich ruchów wykluczył go z dalszej bitwy. Później wbił miecz w ziemię i podbiegł do leżącego na ziemi Nakemiusa, podkładając mu rękę pod głowę. Chłopak ledwo oddychał, trzymając ręce na krwawiącej ranie. Długie, czarne włosy, w nieładzie tworzyły jakby aureolę, złote oczy były już lekko zamglone, ale chłopak wciąż miał kontakt z rzeczywistością.
— Możesz wstać? Niedaleko jest stanowisko medyka, tam ci pomogą — powiedział cicho Nikodem. Nakemius lekko się zaśmiał i skrzywił, czując ból.
— Naprawdę sądzisz, że mi się uda przeżyć? — powiedział.
— Wierzę w to.
— Daj spokój. Jeśli nie umrę tutaj, to umrę u medyka. Mnie to nie robi różnicy.
— Przeżyjesz, sam przecież nie wierzysz w to, co mówisz — odparł Nikodem.
— Nie oszukuj się. Nie pozostawaj w smutku, musisz pokonać tę granicę, która się tworzy po śmierci kogoś, kto był bliski sercu. Żegnaj, przyjacielu — powiedział Nakemius i wyzionął ducha.
Nikodem oparł głowę na jego, nieruchomej już, piersi, a łzy samie zaczęły płynąć mu po policzkach. Po chwili przypomniał sobie ostatnie słowa Nakemiusa. Wstał, chwytając miecz. Udało mu się. Przekroczył tę granicę, o której mówił Nakemius. Wykonał ostatnią wolę przyjaciela. Gdy się podniósł, niewielu wrogów pozostało na polu bitwy. Niektórzy byli martwi, inni uciekli, jeszcze inni toczyli walki. Po chwili jednak, uciekli pozostali wrogowie. Zaczęło się szukanie rannych i martwych. Nikodem spokojnym krokiem szedł po polu bitwy, rozglądając się. Wielu leżało na ziemi, ale żaden z jego ludzi nie był martwy. Musiał się czymś zająć, wskazywał więc medykom miejsca, gdzie znajdowali się ranni. Pracował tak już jakiś czas, gdy podszedł do niego jeden z dowódców.
— Generale, musimy porozmawiać — powiedział.
Odeszli na bok. Nikodem popatrzył na dowódcę wyczekująco.
— Znaleźliśmy pańskiego pomocnika. Przykro mi, Generale, ale on nie żyje.
— Wiem, byłem przy nim, gdy to się stało. Umarł jak bohater, ratując mi życie — powiedział Nikodem zadziwiająco spokojnie.
Dowódca spojrzał na niego.
— Coś jeszcze? Muszę pomóc medykom — powiedział Nikodem, i nie czekając na odpowiedź, odszedł. Szukanie rannych potrwało jeszcze kilka godzin. Dopiero pod wieczór, zdrowi żołnierze mogli wrócić do domów lub legionowych koszar. Nikodem marzył tylko o tym, aby znaleźć się w pałacu. Zbyt dużo się wydarzyło, musiał to przemyśleć. Jednak zamiast wrócić rydwanem, przeszedł obok niego spokojnym krokiem i ruszył w stronę majaczącego w ciemności Pałacu Generalskiego.
— Generale, nie wracasz rydwanem? — zapytał jeden z dowódców.
— Nie, wrócę pieszo. Dam sobie radę — Nikodem uśmiechnął się lekko i odwrócił, kontynuując wędrówkę w stronę pałacu. Dowódca pokręcił głową, jednak nic nie powiedział.
Generał wrócił do domu kilka minut przed dwudziestą drugą. W pałacowym przedpokoju czekali na niego strażnicy, z niepokojem wypatrujący go przez okno.
— Już jestem, nie musicie się martwić. Możecie iść — odprawił ich Nikodem, lekko rozdrażniony nadgorliwością dowódcy, był bowiem prawie pewien, że to on przysłał strażników. Rozejrzał się po pałacu i lekko się uśmiechnął.
— Jak dobrze być generałem, choćby dla takiego domu — powiedział głośno i poszedł do swojej komnaty, dopiero teraz czując wszechogarniające zmęczenie.
Nazajutrz, zgodnie z tradycją, nakazującą chować wojowników następnego dnia po bitwie, w której zginęli, odbył się pogrzeb Nakemiusa. Nikodem w ciszy przyjmował wyrazy współczucia, ale, pamiętając ostatnie słowa przyjaciela, nie płakał, nie był przeraźliwie smutny, jak niektórzy przyjaciele Nakemiusa. Jako ostatni odszedł od marmurowego nagrobka i wrócił do pałacu. Musiał sobie wiele przemyśleć.
I zadzwonić do Matki.


Podobnie jak Darcik, dosłownie połknąłem ją w jeden dzień.
Dla wszystkich, którzy nie lubią czytać (nie wiem dlaczego
) podpowiedź: nie jest gruba, każdy da radę!
Tym bardziej, że czyta się ją szybko – ma wiele dialogów – akcja nie jest zagmatwana, nie musiałem się domyślać co autorka miała na myśli. Przy tym fabuła jest ciekawa, wielowątkowa.
Podsumowując, jak Twoją na pierwszą książkę, droga Werox, muszę powiedzieć, że jest to bardzo udany start i z niecierpliwością czekam na, mam nadzieję, kolejne książki.
Proponuję wydrukowanie Pani książki w ilości tysiąca. Od każdej książki otrzyma Pani 25%. Jeśli jest Pani zainteresowana to proszę zadzwonić na e-mail.
Panie Macieju, Wojtku czy jak tam Pana zwał.
Proszę jeszcze podać NUMER tego e-maila.
Fajnie, że ludzie się cieszą z powodu ukazania się mojej książki, ale proszę o normalne komentarze, a nie idiotyczne żarciki.
Maciej, robisz sobie jaja, albo nie zdajesz sobie sprawy jakie są koszty wyprodukowania, tak wyprodukowania, bo jest to długi i bardzo skomplikowany proces. Wiem o tym, bo mój tata pracuje w dużym wydawnictwie jako redaktor.
Dla niezorientowanych opiszę jak taki proces wygląda.
1. Gdy wydawca zgodzi się na wydanie książki, następuje korekta redakcyjna, tzn. sprawdzenie tekstu autorskiego pod względem spójności, tzn. czy nie ma błędów merytorycznych w akcji, zgrubne sprawdzenie ortografii, błędów.
2. Następnie tekst zostaje wysłany do składu, inaczej łamania, czyli w jakimś profesjonalnym programie do łamania (nie w Wordzie
), np w Adobe InDesign, następuje ułożenie tekstu na stronach. Nadaje się mu wygląda taki w jakim zostaje wydrukowana.
3. Po złamaniu książki zostaje ona wydrukowana na drukarce i korektorka czyta to i wyłapuje błędy. Sprawdza to również redaktor prowadzący książkę.
4. Błędy wyłapane przez korektorkę i redaktora poprawia osoba łamiąca książkę, ta z punktu 2.
5. Książka ponownie jest drukowana na drukarce i inna korektorka oraz redaktor sprawdza czy błędy zaznaczone w pierwszej korekcie są poprawione oraz zaznaczają inne błędy, które zostały niezauważone w pierwszej korekcie.
6. Ponownie naniesione błędy poprawia osoba łamiąca książkę (punkt 2).
7. W międzyczasie grafik opracowuje okładkę książki, strony: przedtytułową (strona 1) i tytułową (strona 3), rysunki oraz inne grafiki w książce.
8. Po zakończeniu wszystkich poprawek w książce oraz okładce, do drukarni zostaje wysłany plik, z którego następuje druk książki.
Jak więc widzicie ten proces jest długi i skomplikowany. Każda z tych osób: redaktor, korektorki, łamiący książkę, grafik – otrzymuje za swoją pracę pieniądze, w końcu z czegoś trzeba żyć
Nie dziwcie się więc, że książka trochę kosztuje
Prócz tego wydawca, sprzedawcy też muszę mieć jakiś zysk z tego.
Pozdrawiam Tomek
Książka jest suuuper!
Wartka akcja, wiele niesamowitych przygód.
I do tego fantazja Weroxa, aby połączyć świat antyczny ze współczesnością.
Połknąłem ją w jeden dzień i naprawdę bardzo mi się podoba.
Ciekawe jest również to, że nie potrzeba 500 stron, aby książki była ciekawa, z dużą ilością akcji i przygód, jak w innych przereklamowanych pozycjach.
Świetna pozycja i czekam na, mam nadzieję, kolejne Twoje książki.
PS. Napisałem komentarz pod postem, ale recenzja powinna być raczej umieszczona tutaj.
Nie będę pisał o szczegółach, aby nie zepsuć przyjemności czytania innym.